Nieprzymusowi niewolnicy

Żyjemy w kulturze, która ćwiczy się w produkcji pożądań i aspiracji, szczególnie ludzi młodych, ale już nie sposobów ich zaspakajania. W kulturze, gdzie sukces nie jest mierzony ciężką i, broń Boże, długoletnią i systematyczną pracą, ale szybkością zdobytej kasy i stylem życia, który ma budzić podziw i zazdrość.

1.
Czy wiecie, kim był Moritz Erhardt? Nie. A jednak dziś, kiedy Moritz nagle zmarł, zna go już prawie cały świat. Dlaczego?


Czy Erhardt okazał się heroizmem i zginął ratując komuś życie? Czy zmarł na polu walki, zastawiając swoją piersią przyjaciela i druha broni? A może narażał życie, broniąc mordowane przez jakiegoś tyrana dzieci i kobiety?

Nie, nic z tych rzeczy.

2.
Moritz Erhardta był stażystą Bank of America Merrill Lynch. Jak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, zmarł pod prysznicem, po tym, jak przez 72 godziny pracował bez snu. Dodajmy, przez nikogo do takiego nieludzkiego wysiłku nie był zmuszany.

Nikt, jak się możemy domyślać, nie stał z biczem nad Erhardtem. A jednak Erhardt nie opuszczał swojego miejsca pracy, żeby udać się na odpoczynek. Musimy zadać sobie pytanie: dlaczego będąc wolnym, zrobił z siebie niewolnika? Co to za obietnica kryła się za takim wysiłkiem, że ten młody człowiek był gotów poświęcić, i jak się okazuje poświęcił, najwyższą wartość, jaką jest własne życie?

3.
Moritz Erhardt sądził, że zdobywając pracę i stanowisko w Bank of America Merrill Lynch, zdobędzie przepustkę do wymarzonego raju. Raju, który buduje się tu i teraz, raju, który można osiągnąć tylko zarabiając krocie i cieszyć się intratną posadą.

Żyjemy w kulturze, która ćwiczy się w produkcji pożądań i aspiracji, szczególnie ludzi młodych, ale już nie sposobów ich zaspakajania. W kulturze, gdzie sukces nie jest mierzony ciężką i, broń Boże, długoletnią i systematyczną pracą, ale szybkością zdobytej kasy i stylem życia, który ma budzić podziw i zazdrość.

Żyjemy w kulturze, gdzie – jeśli upadają banki, jest tragedia, ale gdy umiera człowiek, nikt się tym nie przejmuje. W kulturze, gdzie w odwiecznym sporze między „być czy mieć”, zdecydowany prym dziś wiedzie MIEĆ. I to MIEĆ już. Teraz. Natychmiast.

4.
Dziś kartezjański aksjomat nie brzmi już „Myślę, więc jestem”, ale „Pożądam, więc jestem”. Do czego prowadzi taka kultura pożądania pokazuje tragiczna śmierć Moritza Erhardta.

Zła wiadomość jest taka, że – jeśli chcemy zmienić naszą kulturę pożądania, bo nam się nie podoba – musimy zacząć tę zmianę od samych siebie. Od znalezienia w sobie tyle wiary i siły, by powiedzieć dość „kulturze więcej”: „więcej pieniędzy”, „więcej sławy” itd.

Jeśli jednak „kultura więcej” nam odpowiada, nie powinniśmy się dziwić, że powoli stajemy się „nieprzymusowymi niewolnikami”. A raj, który tu i teraz za wszelką cenę będziemy chcieli osiągnąć, okupowany będzie ceną najwyższą.
Trwa ładowanie komentarzy...